Czy masz wrażenie, że na drodze do wyznaczonego celu wciąż pojawiają się przeszkody? Że zamiast strategicznego działania, nieustannie gasisz pożary? Kryzysy, te małe i te o większej skali, są częścią życia każdej organizacji.
Jak sobie radzisz z identyfikacją kryzysu, ze zrozumieniem jego istoty i źródeł jego powstania? Na ile wiesz jak się z nim/i uporać?
Choć mnogość i charakter sytuacji kryzysowych wydaje się nie mieć końca, ja dzisiaj skoncentruję się na kilku, których źródło leży wewnątrz organizacji, na poziomie kompetencji i relacji.
Kryzys w organizacji pojawia się nagle lub narasta latami, ale zawsze wstrząsa dotychczasowym porządkiem. Może mieć źródło w czynnikach zewnętrznych, takich jak zmiany rynkowe, technologiczne czy społeczne, lub wynikać z wewnętrznych napięć, przeciążeń i zaniedbań. W każdym przypadku odsłania to, co dotąd było ukryte: słabe punkty struktur, nieformalnych układów, procesów i relacji.
Choć kryzys bywa bolesny, niesie w sobie potencjał zmiany. Otwiera możliwość przeformułowania celu, usprawnienia sposobu pracy, odbudowania zaufania lub zdefiniowania na nowo ról. Jest momentem, w którym organizacja może stać się bardziej świadoma siebie i odporniejsza.
Kryzys w organizacji może przybierać różne formy. Poczynając od zagubienia wizji, konfliktów w zespole, przez wypalenie czy nagłe zmiany /odwlekanie ważnych decyzji. Niczym w rytmie tanga każdy z nich jest nagłą zmianą muzyki, rozłączeniem ciał i energii, żeby finalnie nie mieć już pewności, co właściwie tańczysz…Kryzys to moment, który testuje liderów i odsłania prawdę o zespole.
Ale! Każdy z tych kryzysów jest jak nagła zmiana rytmu w tangu: może być testem, szansą na rozwój lub początkiem regresu i pułapką stagnacji.
Kryzys często przychodzi nieoczekiwanie. Jak zmiana muzyki na milondze. Jeszcze przed chwilą było płynnie, przewidywalnie, znajomo, a nagle rytm przyspiesza, ktoś gubi krok, ktoś inny wchodzi w nie swój styl, a cała para porusza się jakby obok siebie, a nie razem.
Jednakże, tak jak w tangu, tak i w przywództwie, kryzys nie jest końcem tańca. Jest weryfikatorem, zaproszeniem, szansą, momentem, w którym można zobaczyć prawdę o relacjach, kompetencjach i zaufaniu. Tango, niczym uosobienie organizacji, pokazuje najwięcej wtedy, gdy coś idzie nie tak, gdy wkraczają artefakty.
Gdy partnerka gubi krok – lekcja mądrości lidera
Czasem kryzys zaczyna się banalnie: partnerka gubi rytm, muzyka zmienia tempo, a jej umiejętności nie przystają do aktualnej sytuacji i konwencji tanga. Doświadczony tancerz nie denerwuje się, nie przyspiesza gniewnie, nie demonstruje frustracji, nie krzyczy krokami. On zwalnia, wraca do podstaw, prowadzi spokojniej, ciszej. Daje przestrzeń, by partnerka odzyskała oddech i pewność.
Kiedy pracownik „nie wyrabia”, menedżer może go skarcić, zawstydzić, zgasić lub ośmieszyć (wówczas cała relacja się rozpada), albo może zrobić coś radykalnie trudniejszego: dostosować swoje prowadzenie, ograniczyć chaos, uprościć komunikaty, wesprzeć tak, by człowiek mógł wrócić do równowagi.
W obu przypadkach kluczowe są te same słowa: zaufanie, szacunek, troska o wspólny rytm.
Gdy partnerka niesie się muzyką – szansa w twórczej niesubordynacji
Zdarza się odwrotna sytuacja: partnerka „wychodzi poza ramy” prowadzenia, niesie ją muzyka, wchodzi na wyższy poziom kreacji, czasem wykraczając poza przyjęte w tangu techniki, poza schematy kroków, poza konwencję, proponując swoją inwencję. Dla słabego lidera to katastrofa. Dla dojrzałego – szansa na zmianę, rozwój, magię wręcz.
To metafora dla organizacji, w której pracownik nagle przekracza procedury i tworzy coś nowego. Są szefowie, którzy to tłumią, i są liderzy, którzy pytają: „Czego mogę się od ciebie nauczyć? W jaki sposób Twój potencjał może wspierać organizację”. Ci drudzy budują przyszłość.
Kiedy wchodzi ktoś nowy – kryzys konkurencji
Tango zna też kryzys bardzo ludzki: pojawiają się nowa tancerka/ potencjalna partnerka, która jest niczym znak zapytania na końcu zdania. Jej umiejętności nie są znane. Warto cabeceo skierować do nich.. Bo co w sytuacji, gdy okaże się świetną tancerką? Na parkiecie, w gronie dotychczas sobie znanym zazwyczaj, w grupie , która tańczy razem od lat, tworzącym niemal komunę, rodzi się niepokój…. Mix emocji- zagrożenie konkurencją (to chyba najbardziej dominujące uczucie). „A jeśli jest lepsza? A jeśli zabierze naszą przestrzeń? A jeśli zmieni układ sił?” Czy zostanie zaakceptowana i przyjęta do zespołu/ wspólnoty, czy wykluczona?
Przytaczając z własnej praktyki przywództwa, doświadczyłam braku zrozumienia ze strony „starego” zespołu, gdy nowym członkom dawałam lub daję kredyt zaufania i relatywnie dużą swobodę. Rodzi się niepokój, zazdrość, brak zrozumienia. Padają pytania „dlaczego, skąd te ‘fory’?”.
Pozwolę sobie na osobistą dygresję: ja zazwyczaj uznaję, że ktoś, kto przychodzi z innego środowiska, mając odmienne doświadczenia, może wnieść coś dobrego, ożywczego do organizacji. Nadto, gdy obejmuje nowe stanowisko, często awans, chce się wykazać, próbuje własnych sił. Tu powstaje kluczowy moment: na ile będzie zdolny zjednać sobie współpracowników, na ile będzie sprawczy i przekonywujący, jak silny fundament do wprowadzania zmian ma w sferze wiedzy, charakteru i osobowości, a na ile nowa rola odbierze mu jasność widzenia rzeczywistości, lub przysłowiowa woda sodowa uderzy mu do głowy. Ten pierwszy etap, to czas próby dla niego, dla zespołu i dla mnie, jako lidera.
To klasyczny organizacyjny kryzys. Społeczności, które przyjmują takie osoby z ciekawością i otwartością, rosną. Te, które a priori je wykluczają, niestety kostnieją. Kryzys konkurencji pokazuje, czy w zespole panuje lęk, czy otwartość i elastyczność, czy zasób wiedzy, praktyki jest na tyle wystarczający, by bez frustracji i kompleksów dać szansę innym.
Utrwalone kroki, nowe pytania – kryzys rutyny w tańcu i przywództwie -kryzys wypalenia
W świecie tanga istnieje też kryzys cichy, zakamuflowany. To sytuacja, gdy „Starzy wyjadacze” tanga wciąż przemieszczają się „za tangiem”, zmieniając sale, miasta, kraje. Dla jednych to styl życia, czy wręcz nałóg, który wyklucza ich z „normalnego życia”- poza tangiem nie ma nic . Żyją w innym rytmie, tracą wiele innych wymiarów życia. Wtedy coś zaczyna pękać, pojawia się dysfunkcja…
Organizacje mają swoich „wyjadaczy”, którzy robią to samo od lat, coraz bardziej automatycznie, coraz mniej świadomie. Tak bardzo wrośli w rytm, że przestali go czuć. To stan wymagający uwagi i odwagi: zatrzymać się, zmienić tempo, zadać sobie pytanie o sens. Nie zawsze kryzys jest upadkiem, bywa sygnałem, że czas przestać tańczyć „z rozpędu”.
Kiedy kochasz tango, ale nie czujesz już ognia
Najtrudniejszy kryzys to ten, gdy człowiek kocha tango… ale nie czuje już tego, co kiedyś tańcząc w rytm muzyki. Wypalenie, duszenie się w schematach, lęk przed zmianą, przed „separacją”, przytłaczająca rzeczywistość oddziaływujących czynników, które paraliżują Ciebie i „twoją „ organizację, a na które czujesz że masz coraz mniejszy wpływ, lub nie masz go wcale. W organizacji to moment, w którym trzeba zadać sobie bolesne pytanie: czy dalej gram tę melodię, czy tylko pamiętam, że kiedyś ją kochałem?
Tkwiąc w tym, co znane i utrwalone, czy zadajesz sobie pytanie, czy może być inaczej? Czy jesteś zdolny tchnąć nowego ducha w kierowaną przez siebie organizację?
Czy masz napęd, którego źródłem są nowe pomysły na rozwój, czy już nic nie czujesz?
Może wtedy powinieneś zmienić środowisko, ale czy zastanawiasz się, czy odnalazłbyś się w nowym miejscu, w nowym środowisku, w nowym wymiarze?
Co mówi ci intuicja? Czy jesteś gotów na zmianę?
Paradoksalnie, to właśnie ten kryzys może stać się początkiem nowego życia. Nowego stylu pracy, nowej roli, nowej tożsamości zawodowej.
Kryzys jako czas próby, a może szansa
Kryzys to zawsze czas próby. To stan, w którym widać więcej i wyraźniej: na ile organizacja jest odporna, na ile potrafi się zjednoczyć, na ile działa w imię wspólnego dobra, a na ile górę biorą w niej partykularne interesy.
Tak jak para na parkiecie może albo walczyć ze sobą, albo wspólnie szukać rytmu, tak zespół może albo ulec lękom, konfliktom, zwątpieniu, albo przekuć je w siłę.
Kryzys obnaża. Wyostrza cechy, zarówno te dobre, jak i te złe. Pokazuje, kto zachowuje spokój, a kto ulega chaosowi, kto szuka rozwiązań, a kto szuka winnych, kto ustępuje, a kto z uporem forsuje własne tempo. Pokazuje jakość relacji, autentyczność kompetencji, dojrzałość partnerstwa. Jest zaproszeniem do przełamywania rutyny, porzucania schematów. Ci, którzy są elastyczni, twórczy, odważni, zaczynają tańczyć inaczej: szybciej, lżej, świadomiej. Daje impuls do innowacji, które w spokojnych czasach nigdy nie miałyby szansy się narodzić. Zmusza do rewizji procesów, do przebudowy strategii, do postawienia pytań, których nikt przedtem nie odważył się zadać. Co więcej, kryzys potrafi stać się momentem wyprzedzenia konkurencji.
Zatem kryzys może okazać się szansą. W tangu to właśnie nagła zmiana rytmu bywa początkiem najciekawszych interpretacji.
Kryzys jest więc dla odważnych. Dla mądrych. Dla tych, którzy potrafią słuchać.Dla tych, którzy mają zdolność krytycznego myślenia, elastyczność i umiejętność kreacji.


